Pięć imprez w ciągu pięciu dni. Ponad trzydzieści godzin w pociągach i średnio trzy godziny snu na dobę od tygodnia. Skończyło się stanem zdrowia uniemożliwiającym mi wyjazd do Livigno.
W środę zagrałem na evencie firmowym po koncercie Mandaryny. Dwieście osób, w tym zaledwie kilkanaście kobiet. Tym razem scena wyglądała imponująco, tzn. w stylu tevałenowskim.
Główna gwiazda zagrała godzinny koncert dla niewielkiej publiczności (pod sceną średnio 40 osób, reszta oddawała się innym rozrywkom).
Zacząłem grać zaraz po koncercie i niestety nie udało się zrobić sobie wspólnego zdjęcia. Bliżej wykonania zadania był Kondziu.
Mandaryna dba o PR. Kiedy grałem, podbijała dyskretnie parkiet, pozowała do pamiątkowych zdjęć i rozdawała takie oto karteczki z autografami. Zastanawiacie się skąd mam karteczkę, w końcu nie jestem Anusią. Ktoś przyniósł, bo 'walała się' po parkiecie.
Naprawdę żałuję, że nie zamieniłem z nią słowa.
W czwartek zagrałem w krakowskim Mish-Mashu na zakończeniu sezonu snowboardowego. Na tego typu imprezach należy trzymać sprzęt w czasie grania, dzieją się zupełnie szalone rzeczy. Szczególnie podczas setów dramowych.
Wczoraj zagrałem z Ucho One w Eskulapie na rapowo-funkowym Get Down. Poprzedniej nocy nie zmrużyłem oka. Włączyło się wiele wspomnień z imprez w nie istniejącym już Subwayu. Publiczność dopisała, klimat również, odebraliśmy sporo miłych opinii, które utwierdziły nas w przekonaniu, że warto robić imprezy z podobną muzyką częściej. Również w imieniu Ucha chciałbym podziękować wszystkim za tak liczne i sympatyczne przybycie. Wkrótce podamy termin kolejnego Get Down.
Dziś zaczynają się Play-Offy NBA. O godzinie 18.30 naszego czasu Boston gra z Chicago. 2,5h później Detroit z Cleveland.
1 komentarze:
Zgadzam się, fajnie że ostatecznie tyle ludzi się pojawiło. Gdybyśmy wcisneli wszystkich "back in the days" do Subwaya na nowowiejskiego było by tłoczno w chuj. Classic shit leciał i classic party wyszło!
Prześlij komentarz