poniedziałek, 25 maja 2009

Copyright vs Copyleft

'Good copy bad copy' zainspirowało mnie do pracy nad swoim 'djingiem' i podobnie miałem po obejrzeniu 'RiP: A remix manifesto'. Niezmiernie ciekawy dokument o prawach autorskich. Pojawiają się m.in. Girl Talk i Lawrence Lessig, twórca idei Creative Commons. Film porusza głównie kwestie związane z przemysłem muzycznym z punktu widzenia amerykańskiego prawa. Momentami robi się smutno - kiedy Girl Talk (z zawodu inżynier genetyczny, czy ktoś w tym rodzaju) opowiada jak prawa autorskie (patenty) hamują rozwój medycyny. Kto wie, może gdyby nie korporacje, istniałby już lek na raka. Wszystko to utwierdza mnie w radykalnym przekonaniu, że muzyka powinna być dostępna w sieci za darmo, a artyści powinni zarabiać na graniu na żywo. Zresztą i tak występy stanowią największy odsetek ich dochodów. Poniżej wrzucam link do filmu, który znalazłem na stronie AlterKino (polecam). Jest to rip z TVP Kultura. Niestety bez napisów, z męczącym lektorem i jeszcze bardziej męczącym tłumaczeniem.

LINK

15 komentarze:

beteero pisze...

"...Wszystko to utwierdza mnie w radykalnym przekonaniu, że muzyka powinna być dostępna w sieci za darmo, a artyści powinni zarabiać na graniu na żywo..."

Ryzykowna teza. Bez dwóch zdań system dystrybucji muzyki musi ulec zmianie. Na przykład przez wprowadzenie jakiejś formy ryczałtu płaconego przez internautów, z którego wpływy byłyby dzielone między organizacje zbiorowego zarządzania prawami twórców (oczywiście takie organizacje muszą być stworzone od nowa i dopasowane do nowej sytuacji - a nie, tak jak u nas, banda leśnych dziadków). To jeden z przykładów. Oczywiście rodzi się pytanie kto miałby tym zarządząć? Państwo? Od razu ktoś powie, że jak najmniej państwa itd. Nie wiem kto powinien tym zarządzać, ale myślę, że taki model musi się wykształcić w najbliższej przyszłości. I jestem przekonany, że są instytucje, którym zależy żeby dotychczasowy status quo utrzymać. Ze stratą dla artystów i odbiorców sztuki.

mentalcut / mtlct / m-cut pisze...

Moja ryzykowna teza odnosiła się oczywiście do muzyki w necie. Sprzedawano by wówczas tylko winyle, bo ludzie w domach/samochodach korzystaliby z mp3 i różnego rodzaju playerów. W ten sposób wartość winyla wzrosłaby, jak również wartość małych labeli. Wiem, to się nie zdarzy;)
Ryczałt jest najpopularniejszym rozsądnym pomysłem, ale tak jak napisałeś, nieco utopijnym.

Mizu pisze...

fajny serwis :)

Finger pisze...

Dzięki za tip. W końcu muszę się wybrać na Get Down, ale akurat do 3city jadę w ten weekend. Pozdrawiam

beteero pisze...

wydaje mi się, że nawet za muzykę w sieci ludzie w stanie są płacić. co na przykład dowodzą wyniki sprzedaży muzyki w USA, Japonii i Zachodniej Europie. Oczywiście to są rozwinięte rynki w odróżnieniu od naszego, ale nawet nasz rynek, kiedyś musi, krr...wa zacząć normalnie funkcjonować. jestem przekonany, że klucz w przypadku Polski tkwi właśnie w wymyśleniu i ujednoliceniu sposobu, dzieki któremu ludzie (młodzi, którzy nie mają np. kart kredytowych) będą mogli płacić za muzykę.

dopemuzik / prof pisze...

Wiem, że może nie jest to najlepszy przykład, ale odzwierciedleniem realnego podejścia do sprzedaży muzyki przez net w Polsce jest brak iTunes Store. Apple tłumaczy to totalną nierentownością i zbyt mocno zakorzenionym piractwem. To ma się zmienić z uwagi na to, że jesteśmy członkiem UE, ale przykre trochę, że jest to jedyna przyczyna.

big up!

dopemuzik / prof pisze...

zmienić ma się oczywiście obecność iTunes Store, nie nierentowność i piractwo ;)

Mizu pisze...

Kubo :)

a co z twórcami, którzy tworzą muzykę i nie występują?

Sebol pisze...

@ Mizu, niech będą na tyle dojebani żeby ktoś chciał widzieć ich live... :D

mentalcut / mtlct / m-cut pisze...

no dokładnie, Sebol ma rację :) poza tym co to za filozofia w dzisiejszych czasach, byle producent może przyjść do klubu z abletonem i wszyscy podjarani, 'bo przecież nagrywa zajebiste tjuny' ;)

b szczesny pisze...

autorzy nie powinni mieć żadnych praw do swoich dzieł, a kto zrobił hita - jego problem. Niech sobie artysta zorganizuje tour po świecie i niech zbiera pieniążki. A co, jeśli wpadnie do kraju, w którym nikomu nie chce się ruszyć dupy sprzed telewizora? Wiem! Taki artysta powinien OSOBIŚCIE przejść się do wszystkich osób które go słuchają i im na żywo zagrać (oczywiście NIE z abletona, tylko np. na żywo z winyla!). Muzyka za darmo! Wartość intelektualna za darmo! Tfu - użyłem słowa "wartość", ale to przecież darmo-wartość! Twój pomysł = mój pomysł! Twoja praca = moja przyjemność, suckers!

Bartek pisze...

Ja myślę, że coraz więcej z nas zaczyna płacić za coś "abonamentowo" w sieci. Za sam internet, za rapidshare, za chomikuj.pl, za wyslijto.pl premium, za prezent w postaci jakiegoś bazgrołu na naszejklasie, za programy online do wystawiania rachunków, za supportera hattrick.org itp. itd. Oczywiście istnieją darmowe zamienniki, ale za darmo zawsze jest jakieś "ale". I kiedy zupełnie do tego przywykniemy to pojawi się iTunes store i miesięcznie zasilimy go 50 zł i zaczniemy kupować. Uważam, że taki sklep ma teraz wielką szansę w Polsce, ale jest tylko jedna "firma", która może to porządnie zrobić, albo na to pozwolić - Universal. Bez nich sklep będzie pusty. Osobiście sprzedawałbym te pliki nie w mp3 a we flac-u ;) i wymusił na Apple dodanie tego formatu do iPodów (a może jest?). (i co jeszcze? ;)

Pozdr.

Anonimowy pisze...

Problem współczesnego obiegu muzyki tkwi moim zdaniem linii dystrybucji twórca - odbiorca.Jest ona sztucznie wydłużana i komplikowana - to są potężne interesy. Już dawno opracowane są schematy skracające tą linię i bardzo wiernie odzwierciedlającą skalę transferu.

beteero pisze...

Bartek:
dokładnie to mam na myśli. wkurwia mnie, kiedy pomyślę, że wykupuję np. rapidshare'a i nikt oprócz sprytnych niemców czy innych ruskich, którzy udostępnili miejsce na serwerze, na tym nie zarabia. to samo tyczy się grania muzyki w klubie. pal licho te kluby, który nie mają umowy z dziadami ze stoartu, czy zpavu, ale te które mają umowy i tak muszą płacić, m.in. za moje imprezy. ale żaden z artystów, których promuje, grając ich piosenki, nie zarobi na tym złotówki.

Mizu pisze...

Ej, nie wszyscy robią muzykę po to by grać ją na żywo, niektórzy nie chcą i mają do tego święte prawo.
Nie chcą ściemniać, że puszczą coś na komputerku w abletoniku i WYSTĘPUJĄ. Chcecie wykluczyć takich twórców z obiegu?

Druga sprawa, chcecie dewaluować wartość muzyki, komunizm wam się marzy, żeby było wszystko dla wszystkich i za free?
Możesz wyjść na ulice i możesz dostać darmową gazetę codzienną i co fajna jest? czytasz ją?
Nadaje się do podcierania tyłka tylko i tak będzie z darmową muzyką na darmowych empetrójkach.
Chcecie darmowej muzyki to się nauczcie w końcu ją robić.