wtorek, 5 maja 2009

Kryzys

Zupełnie nie mogę odnaleźć ostatnio w muzyce czegokolwiek interesującego. Inaczej. Nie mogę odnaleźć się we współczesnej muzyce. Ostatnie 5 miesięcy, to może 2-3 rzeczy, którymi się jakoś bardziej podjarałem. Szukanie numerów na imprezy jest trudne, bo wszystko brzmi tak samo. Weźmy taki Essential Mix Toddla T. Do połowy (lub nawet wcześniej) całkiem całkiem, potem już tylko przewijanie do końca, kiedy to następuje ulga. Najgorsze jest to, że ten miks jest naprawdę dobry. Na tle reszty. Muzyką z UK interesuję się nieprzerwanie od mniej więcej 15 lat i chyba to przerwanie nastąpi teraz. O żadnym producencie z 'pierwszej linii' nie powiedziałbym, że jest słaby czy nudny. Co z tego, skoro i tak nie chce mi się ich słuchać. Stany to inna historia. Mój drugi dom, w którym nigdy nie byłem i z którym relacja istnieje tylko w mojej wyobraźni. Jeśli Stany będą miały pozycję międzynarodową Madagaskaru, to i tak będę jarał się wyborami prezydenckimi i MVP ligi (brawo Lebron). Grzebanie w starej muzyce też nie przynosi mi wielkiej radości. Oczywiście, wszystkiego nie słyszałem, ale mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać. No ale skupmy się na nowej muzyce. Też tak macie? Nie piszcie o Lotusach i pokrewnych wynalazkach - spoko, ale to nie dla mnie. Czarne bimory byłyby wskazane, gdyby nie to, że w necie średnio istnieją, a w Europie ludzie tak się tym interesują jak baseballem. Dubstep? Jest najnudniejszy w historii. Jarałem się tym na początku, kilka lat temu też, a teraz...Ok, ale czegoś słuchać trzeba. Więc ostatnio słucham 2paca (Thug Life, Makaveli), Skee-Lo z 95 i Capone N Noreaga (War Report). Czyli tego samego co ponad 10 lat temu, co oznacza, że jest to kryzys ze starości! Poświęcam się również oglądaniu The Office (nie przebije Wire, ale ma szansę być najśmieszniejszy ever) i oczywiście NBA. Odwiedzam blogi znajomych + ulubiony koszykarski, muzycznych mi się nie chce. Może wszystko się zmieni jak się PlayOffy skończą. Tymczasem w muzyce kryzys jak na rynku pracy w USA. Odpoczynek nie pomoże, 10 marca pisałem to samo.

28 komentarze:

efendi pisze...

muzyka zatacza martwe kolo, ja wychowalem sie na funku w ktorym dla mnie duzo just zostalo powiedziane. Acz grajac czasami dla bboy'i wciaz zastanawiam sie dlaczego te brejki mi sie jeszcze nie znudzily :P
a wracajac do wspolczesnej, klubowej, nierzadko procz rytmu nie posiada ona wielu innych elementow muzyki tylko mega brzmienie.
Sam czekam na cos/kogos kto mnie rozwali jak muzyka w 90'ych.

damagecult pisze...

mejt, mejt, mejt... trwam w tym stanie rozgoryczenia równie długo co ty, jeśli nie dłużej. Swego czasu sam przymierzałem się do wylania swych żali na blogu, ale ostatecznie skończyło się na paru "kurwach" puszczonych przy okazji licznych dyskusji z Simc'iem;) I mimo, że stany nasze - podobne do siebie niczym kacze bliźnięta, to jednak dwie kwestie je różnią. Raz, że owo znudzenie i poniekąd wkurwienie dotyczy w moim przypadku głównie sceny elektronicznej, tym samym szukam ratunku w swoich zbiorach hip hopowych no i wszelkich odmianach modern metalowego grania, do którego miłość płynie sobie równoległym nurtem. A dwa, że ja mimo wszystko potrafię jeszcze coś dla siebie znaleźć w nowej fali dubstepu:) (choćby genialny Borgore!). Smutne jest jednak to, że takie rzeczy w ogóle mają miejsce! Ok, wybredny chłopiec ze mnie, ale nie na tyle by odłączyć się zupełnie od brytyjskiego cyca. z Drugiej strony, nie zamierzam zadowalać się tym co dają, i jakem gardził uk funky takem gardzić będę dalej:) A propos czegoś INNEGO to polecam ci stary nowy projekt Dana Automatora i Russella Siminsa czyli Men Without Pants.

pacyfka & low_highfive

teezy pisze...

jest duzo dobrych, ciekawych nowych rzeczy .. rozumiem jednak zmeczenie. ostatnio w kolko slucham rustiego. mozesz sprobowac. kiedy najblizszy krakow swoja droga ?

mono pisze...

blahhh...i co tu pisac - wąż wpierdziela własny ogon - całkiem normalna rzecz w cywilizacji zapożyczeń...a czego słuchać to sam juz nie wiem :), jest tragedia...wszystko juz

m. floyd pisze...

mialo byc dlugo, bedzie krotko
moze czas na produkcje? :)
make it funky :p

Nastee pisze...

w erze w której każdy kto ma kompa (laptop) i dostęp do netu, jest od razu dj'em, producentem, mc, and etc. trzeba naprawdę wysilić się by wyszukać coś wartościowego w masie miernoty co nie oznacza ze zajebistości nie powstają. Z drugiej strony jeszcze nigdy nie powstawało tyle muzyki i dostęp do niej nie był taki łatwy, wiec uważam że nie powinniśmy narzekać tylko korzystać i zacząć poszukiwania na wszystkich frontach, teraźniejszości i przeszłości. Peace

teskko pisze...

mi nie chce mi się nawet podchodzić do przesłuchiwania nowości z okolic bassów, dubstepów, bmoreów, baile itd. sprawdzam czasem chartsy - czy dje gdzieś tam coś ciekawe jednak dostrzegli. inaczej to strata czasu. ta muzyka przeistoczyła się jak dla mnie w muzykę miałką, bezsensowna, makabrycznie wtórną, a do tego bardzo zahacza o ordynarne techno z najgorszych dyskotek. zdarza się coś fajnego, ale bardzo bardzo rzadko. ja znowu powiem, że nadal wydaje się dużo świetnych tanecznych rzeczy w okolicach funkowo-mashupowo-hiphopowych-discopodobnych. 5!

PAVELO pisze...

ups...

teezy pisze...

troche na przekor - www.woolmilk.blogspot.com

tokyo_s pisze...

"A propos czegoś INNEGO to polecam ci stary nowy projekt Dana Automatora i Russella Siminsa czyli Men Without Pants. "
+1 naprawdę dobra sprawa ;)
a co do uczucia, o którym piszesz ja może nie tak często ale jednak też czasem tak mam... i wtedy zazwyczaj (nie zawsze ale jednak)wpadam na coś co zmienia mój humor i wiem, że to nieco niepopularne ale tych niespodzianek coraz częściej kopy znajduje w rocku i pochodnych plus czasem jakiś synth-pop...nie wiem dlaczego..ale tak jakoś mam..
dla każdego z nas myzuka to chyba jeśli nie dość intymna to na pewno dość osobista cząstka egzystencji...więc dla każdego znaczy co innego..

może faktycznie produkcja est odpowiedzią :)

bezki bezki bezk pisze...

ogólnie to chyba jak zaczynasz muzykę traktować jak pracę to tracisz przyjemność ze słuchania, obojętnieje to, czy coś. tak mi z dupy przyszło do głowy (mam specjalne połączenie).

niko pisze...

jak sie ma X lat, przesluchalo sie X muzy, zagralo X imprez, to przychodzi taki moment ze czlowiek tak sie czuje...+ staje sie coraz bardziej wybredny i wymagajacy, vide np. krytycy filmowi co to naogladali sie w swoim zyciu tyle filmow ze pozniej ciezko jest ich czyms zaskoczyc i jada bezlitosnie po wiekszosci wspolczesnych produkcji (nie mowie ze to zle, bo kiedys kino bylo lepsze)..mysle ze mozna to tez odniesc do dj'owania..

oraz tak jak mowi Teskko - keep (disco)funk alive! ;)

Bartel pisze...

Polecam kaseciaka i odpalenie całych mc bez przewijania. np. Hey - Fire, albo Judgement Day - Method Man'a. Nie trzeba iść do przodu szybciej niż przód powstaje. Za szybki przód sam się spala.

Anonimowy pisze...

stary nie łam sie!
jest masa takich co sa zamknieci w 4/4 twierdzac ze co dzien wychodzą zajebiste nowosci.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się w 100%. Kiedyś ściągałem i kupowałem masę muzyki, teraz podoba mi się maks jedna płyta + kilka pojedynczych tracków miesięcznie. Dubstep irytuje mnie jak chyba żadny gatunek muzyczny wcześniej. Koszmarnie prymitywna i wtórna muzyka, nie jestem w stanie ani jej słuchać, ani się do niej bawić. Dubstep i bassline to jak dla mnie muzyka przeniesiona żywcem z klubów typu Energy 2000, tylko podana nieco inaczej nazwana i podana w takiej otoczce, żeby łyknęli ją nieco bardziej "wysublimowani" odbiorcy. Na szczęście jestem więcej niż pewien, że już niedługo moda na dubstep i bassline skończy się, jeszcze szybciej niż się rozprzestrzeniła. Brakuje mi bardzo muzyki bardziej wysublimowanej, a nie prymitywnego łupania dla nawalonych ludzi. Dobra muzyka powinna nadawać się do czegoś więcej niż tylko puszczenia w klubie - kawałek "klubowy", od którego w domu tylko boli głowa jest po prostu zły. Najłatwiej prześledzić upadek muzyki po bookingach na duże muzyczne festiwale - wciąż te same zespoły, które od lat nie nagrały żadnej nowej płyty (np. Basement Jaxx na Open Erze), bookowane mniej więcej raz na 3-4 lata w to samo miejsce.

VODKA TEARZ pisze...

wszedzie kryzys NIE MA O CZYM PISAC NIE MA o sztuce tez nie ma co pisac
nudy i rzyg

Mizu pisze...

Dubstep to najmniej prymitywny, najbardziej wymagający i najbardziej zróżnicowany gatunek muzyki tanecznej jaki znam który jakoś zaistniał,
no chyba, że dla kogoś dubstep się kończy na Caspie i Rusko i innych tego typy wobble potworach których każdy ma już dosyć, takim 'znawcom' mówię nara!

Co miesiąc minimum 5 płyt (dubstepowych) ląduje w kejsie, a lądowałoby z 15 albo i 20 gdyby piniondze były (gdzie łone som?), co też świadczy o tym, że jest z czego wybierać i wychodzi dużo proper stuff, co jest mocno miarodajne dla oceny tego co się dzieje w dubstepie, bo cienkiej selekcji chyba mi żaden cienias nie zarzuci. Jest jakiś tam gówniany mainstream, coś co złapały media i coś co się sprzedaje, ale to jest w każdej muzyce i przez pryzmat tego oceniać reszte, no to żal.pl

Pies tak zwany pogrzebany leży w przemyśle mp3 i dalej mam zamiar być na cisnącej. Kiedyś słabe rzeczy były odsiewane przez LABELE tłoczące WINYLE, byle gówna się nie tłoczyło, bo wiązało się to z kosztami. Teraz 'wydać' mp3 to se każdy może i w juno ją wrzucić.
Z drugiej strony każdy se może kupić mp3 rusko za jedno euro (bo znany, i w chartsach i dubstep modny) i będzie myślał, że gra dubstep i ktoś kto usłyszy będzie myślał, że zna dubstep. A didżejstwo polega na wnikaniu wgłąb, a komentowanie gatunków muzycznych polega na wnikaniu wgłąb.
Jak Cię nudzi dubstep to idź na ścianie napisz.

A Ty już Mcut nie przynudzaj na tym blogu tylko się weź za produkcje.

pozdrawiam Mona!!!

mizu, co nigdy nie patrzy na chartsy.

Anonimowy pisze...

Zarzucanie mi, że patrzę na dubstep poprzez chartsy i mainstream jest grubym nieporozumieniem. Oczywiście te rzeczy, które są najbardziej osłuchane znam najlepiej i są moim zdaniem żenujące (np. Skream, którego widziałem na żywo dwa razy i za oboma miałem taki niesmak, jak po żadnym innym koncercie/secie), chociaż np. Cockney Violin Caspy to jest jedna z tych nielicznych rzeczy, które mogę jeszcze jako tako przetrawić z prostego powodu - bo jest mało dubstepowy. Podoba mi się jeszcze kilka tracków Digital Mystikz. Mam w swoim otoczeniu sporo osób, które jarają się dubstepem maksymalnie, dlatego mam o tym gatunku pojęcie trochę bardziej niż podstawowe, co nie zmienia faktu, że ekspertem na pewno nie jestem. W każdym razie jest to jeden z tych gatunków muzycznych, które mają najbardziej jednostajną linie melodyczną - w skrócie ważne, żeby basy dobrze napierdalały a reszta się odgrywa gdzieś w tle. Dla mnie to taki sam typ muzyki jak D`n`b, którego zawsze nie cierpiałem z tych samych powodów

Mizu pisze...

twoje komentarze są jak linia melodyczna w dubstepie.

sprawdź to: http://www.residentadvisor.net/feature-read.aspx?id=1006

Kasierr pisze...

Mental kup sobie nowe kicksy, poprawi Ci humor!

Anonimowy pisze...

w muzyce tanecznej wszystko już było. Element kultury zwany clubbingiem ostatecznie się wypalił. Teraz nadszedł czas na swingowanie po domach...

Anonimowy pisze...

w sensie ze co? kluby dla swingersow? ;)

Anonimowy pisze...

nie sluchaj muzy przez 2tyg odpocznij sobie od imprez i naldujesz
sie nowa moca ;) to pomaga ;)

Anonimowy pisze...

nawet nowy rewolucyjny narkotyk nie wznieciłby już muzycznej rewolucji... dekadenckie nastroje zmienić może tylko wielka orgia!!!

Anonimowy pisze...

jakie sranie
zwłaszcza utyskiwanie na dubstep
śmieszne jest narzekanie na monotonie skoro we wrocławiu się już dawno można porzygać od 'wieczniej żywej' sceny funky freshowej
tak tak, wszyscy już słyszeliśmy miliard razy skąd się wziął hip hop
i co z tego
polecam to:
http://www.youtube.com/watch?v=TLZUgmWE-gc

pamiętam, że dla mnie np grime był takim uderzeniem. nowym rapem do zupełnie innych podkładów.

to samo z bolączką demokratyzacji sceny. nie te czasy że chodzi o to kto szybciej dostanie przesyłke z winylami
ok, shadow is king of diggin, wszyscy widzielismy 'scratch' ale to se ne wrati.
albo po prostu nigdy nie przeminie.
nie rozumiem jak mozna tak zyc przeszłoscia. klasyka sie nie starzeje ale progres to przepis na klasyke

co do predkosci, mozna sie tylko cieszyc
cos jak 1szy raz wszyscy usłyszeli diplo. muzyka z całego swiata w tym samym klubie, w tym samym czasie
podstawy trueschoolowe sa dobre dla gangów
ja sie tam ciesze z komputeryzacji jak słucham kolejnej audycji m.a.hobbs z kolejnym wygrzebanym kawałkiem nieznanego producenta i te zapowiedz: 'massive!'

na pewno sa wynaturzenia w postaci pogoni za gatunkami, turbocrank? laser bass? (wonky?;-)etc itd
to jest specyfika całej kultury, nie tylko muzyki. ruch jest w nią wpisany na stałe

nie wiem jak wy, ale ja lubie odpalic blog czy gg z linkiem od znajomego:
'a słyszałes to?!'

teezy pisze...

Nie da sie ogarnac - tyle dzieje sie teraz zajebistych rzeczy w muzyce. Co tydzien moge wypisywac x zajebistych rzeczy, ktore uslyszalem, ktore sprawiaja, ze serce bije szybciej. Rozumiem, ze Kuba, ktory spedza w klubach 3 dni w tygodniu moze juz rzygac wszystkim, ale nie zmienia to faktu, ze muzyki jest dzisiaj wiecej niz kiedykolwiek - i chociaz odsetek NUDNYCH rzeczy jest ogromny to nie mozna zaprzeczyc temu, ze znikaja kolejne bariery, ze produkowac moze kazdy itp itd - przeciez na tym zasadza sie ziarno pod postep. Wonky to jest termin-zart, ale zart, ktory pokazuje ile niesamowitych rzeczy dzieje sie w tym momencie - ale na pewno nie dostrzega tego Ci, ktorzy wykazuja sie na tyle duza ignoracja, ze pozwalaja sobie na pisanie, ze ******* to jeden z tych ' gatunków muzycznych, które mają najbardziej jednostajną linie melodyczną - w skrócie ważne, żeby basy dobrze napierdalały a reszta się odgrywa gdzieś w tle.'

teezy pisze...

i 100% zgadzam sie z anonimem przede mna

Anonimowy pisze...

taka sława mnie popiera? ;)
props od czasu 1szych fluo gigów
fake 'uhu gareth pugh' etc ;)
b-day kreatora ustawień na kaziku