Hello people. Its been a long time, prawie jak Rakim. Wsiadłem minut 5 temu do pociągu ze Szczecina do Poznania, który jedzie tylko 2h20min! Nie piszę tego złośliwie, szczerze jaram się tym, że jedzie tak krótko. Grałem z Falconem w City Hall. Grubo. 30min grał też Dj Leroy z Niemiec. Nie 'ten' liroj od polskiego porno. Nasz Leroy był od graffiti. Anyway. Jestem po desperadosach, piwie i jeszcze czymś tam (co mówi ślimak siedzący na żółwiku? juuupiiii - od porażającej prędkości). Apropos żółwików, nastoletnie żółwie ninja miały ostatnio 25 urodziny. No więc, jest to post 100% keep it real, straight from da pkp. Nie ma lekko, skupię się na przekazywaniu informacji i pomijaniu tematów pobocznych. Tematy poboczne to największy problem po pijaku. Nie ogarniasz. Nagle opowiadasz historie z 5 klasy szkoły podstawowej, mimo, że to zupełnie nikogo nie interesuje. Tak jak wtedy, gdy zabierałeś piłkę na przerwach piłkarzom, krzycząc 'W naszej szkole nie będzie piłki nożnej!' i wybijałeś ją kilkadziesiąt metrów za teren szkoły. A piłkarz potem spóźniał się na lekcje, bo musiał szukać piłeczki. Dobrze im tak, enbiej for life! Apropos wyrzucania piłki za ogrodzenie. Najlepiej wyrzucił kiedyś pewien X, bo aż na dach 10 piętrowego bloku obok! Czujecie to? Koleś powinien zostać baseballistą. A został raperem, zajebistym. I czas na zagadkę, o kim mowa? Z którym obecnym raperem chodziłem do klasy? No dobra, ale wszedłem na tematy poboczne. Lub weszłem kiedy byłem hardkorem. Głównym tematem tego posta jest zajebista impreza w City Hall. Falcon jest bardzo dobrym djem. Pod każdym względem najbardziej na świecie przypomina mi wyczyny Lordz of Fitness. Świetna selekcja i skillsy. Spędziłem dużo czasu na parkiecie, lots of fun. Tymczasem siedzę sobie w pociągu i gdybym miał jakiegoś ajfona czy inne blekbery to mielibyście to na żywo. A tak, to na 3 letnim fujitsu można co najwyżej, jak na maszynie do pisania bazgrolić. Jadąc do Szczecina miałem w przedziale rodzinę. O ile można użyć w tym przypadku tego słowa. 2 dzieciaki po 7-8 lat. Ich pijany, stary ojciec (nie tak pijany jak ja teraz, tylko negatywnie pijany). Oraz matka, młodsza od męża o jakieś 15-20 lat. I tu przestaje być śmiesznie. Kobieta trzymała ten rodzinny biznes w kupie i gdyby nie ona, to stary mógłby co najwyżej do kumpla zadzwonić, żeby tamten opiekę społeczną przysłał jak dzieciaki jeść zawołają. Dzieci żal, żony też, a ojciec najebany jak meserszmit. Nie chcielibyście go słuchać. Ach, że nie mam tu netu, byłaby relacja na żywo na twiterze. No więc relacjonuję... nic się nie dzieje. Uruchamiam trzecią serię The Office. Zajebisty serial. Jeszcze 2h i będę w Poznaniu.
niedziela, 3 maja 2009
Niemcy mówią w języku zumba zumba
Hello people. Its been a long time, prawie jak Rakim. Wsiadłem minut 5 temu do pociągu ze Szczecina do Poznania, który jedzie tylko 2h20min! Nie piszę tego złośliwie, szczerze jaram się tym, że jedzie tak krótko. Grałem z Falconem w City Hall. Grubo. 30min grał też Dj Leroy z Niemiec. Nie 'ten' liroj od polskiego porno. Nasz Leroy był od graffiti. Anyway. Jestem po desperadosach, piwie i jeszcze czymś tam (co mówi ślimak siedzący na żółwiku? juuupiiii - od porażającej prędkości). Apropos żółwików, nastoletnie żółwie ninja miały ostatnio 25 urodziny. No więc, jest to post 100% keep it real, straight from da pkp. Nie ma lekko, skupię się na przekazywaniu informacji i pomijaniu tematów pobocznych. Tematy poboczne to największy problem po pijaku. Nie ogarniasz. Nagle opowiadasz historie z 5 klasy szkoły podstawowej, mimo, że to zupełnie nikogo nie interesuje. Tak jak wtedy, gdy zabierałeś piłkę na przerwach piłkarzom, krzycząc 'W naszej szkole nie będzie piłki nożnej!' i wybijałeś ją kilkadziesiąt metrów za teren szkoły. A piłkarz potem spóźniał się na lekcje, bo musiał szukać piłeczki. Dobrze im tak, enbiej for life! Apropos wyrzucania piłki za ogrodzenie. Najlepiej wyrzucił kiedyś pewien X, bo aż na dach 10 piętrowego bloku obok! Czujecie to? Koleś powinien zostać baseballistą. A został raperem, zajebistym. I czas na zagadkę, o kim mowa? Z którym obecnym raperem chodziłem do klasy? No dobra, ale wszedłem na tematy poboczne. Lub weszłem kiedy byłem hardkorem. Głównym tematem tego posta jest zajebista impreza w City Hall. Falcon jest bardzo dobrym djem. Pod każdym względem najbardziej na świecie przypomina mi wyczyny Lordz of Fitness. Świetna selekcja i skillsy. Spędziłem dużo czasu na parkiecie, lots of fun. Tymczasem siedzę sobie w pociągu i gdybym miał jakiegoś ajfona czy inne blekbery to mielibyście to na żywo. A tak, to na 3 letnim fujitsu można co najwyżej, jak na maszynie do pisania bazgrolić. Jadąc do Szczecina miałem w przedziale rodzinę. O ile można użyć w tym przypadku tego słowa. 2 dzieciaki po 7-8 lat. Ich pijany, stary ojciec (nie tak pijany jak ja teraz, tylko negatywnie pijany). Oraz matka, młodsza od męża o jakieś 15-20 lat. I tu przestaje być śmiesznie. Kobieta trzymała ten rodzinny biznes w kupie i gdyby nie ona, to stary mógłby co najwyżej do kumpla zadzwonić, żeby tamten opiekę społeczną przysłał jak dzieciaki jeść zawołają. Dzieci żal, żony też, a ojciec najebany jak meserszmit. Nie chcielibyście go słuchać. Ach, że nie mam tu netu, byłaby relacja na żywo na twiterze. No więc relacjonuję... nic się nie dzieje. Uruchamiam trzecią serię The Office. Zajebisty serial. Jeszcze 2h i będę w Poznaniu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
ten post uratowal mnie wczoraj przed sympatykami arki gdyni w nocnym autobusie 249
takiego blogu oczekuje, niekoniecznie na bani ;) brawka dla Ciebie
Prześlij komentarz