
Od dłuższego czasu gram w krakowskim Ministerstwie, a nie poświęciłem chyba jeszcze temu miejscu osobnego wpisu na blogu. Raz w miesiącu zamieniam się w cyborga. Podróż z Poznania trwa 8 godzin. Kiedyś było to 6 godzin i 50 minut. Nie wiem jak ma się ten problem do idei Euro 2012, ale fakty niezaprzeczalnie potwierdzają tezę, że bezpośredni pociąg pospieszny z Poznania do Krakowa jedzie coraz dłużej. Tak więc wysiadam o 20.38, idę coś zjeść i do klubu. Zaczynam grać o 22, całą noc sam, do 4. Pociąg powrotny mam o 5.47, ale podstawiają go już o 5.28, dzięki czemu śpię już w pustym przedziale zanim ruszy. Mój pospieszny jest praktycznie zawsze pusty, bo wszyscy wybierają odjeżdżający prawie w tym samym czasie TLK, szybszy (w przypadku podróży do Poznania) o 30 minut i oczywiście objęty rezerwacją miejsc. Na tym koniec różnic pomiędzy tymi pociągami. Po 25 godzinach znów jestem u siebie.
Miało być o Ministerstwie, a skończyło się jak zwykle, na temat PKP. Impreza nie należy do najłatwiejszych. Tłum jest bardzo zróżnicowany. Z rikłestów wynika, że pojawiają się tam zarówno fani starego rapu, jak i dubstepu czy Depeche Mode. Zupełnie nie przechodzi granie w jednym stylu, co więcej - w podobnym tempie. I na tym chyba polega cały fun z grania w Ministerstwie. Mam różne scenariusze. Wczoraj zacząłem od mashupów w 115-125 bpm. Następnie przeszedłem do tego co lubię najbardziej - nowe gatunki w tempie 130 bpm. Cały czas należy mieć na uwadze, że stopień zróżnicowania słuchaczy przypomina ten obecny w środkach komunikacji miejskiej, a więc jeśli już gram Radioclit, to warto, by następny poleciał Pitbull w jakimś remiksie. Ortodoksi w tym momencie kończą czytać ten post i wyrzucają 'Poranek o 13' z zakładek w Firefoxie. Po godzinie 2 jest zdecydowanie luźniej, publiczność łapie euro-kuduro, bassline, dancehall, cumbia... Pod koniec 'zaszalałem' i miksowałem np. The Pack z MGMT. W ten sposób mam zawsze pełny parkiet od 23 do 3-4. Jeśli nie macie nic przeciwko zabawie w tak zróżnicowanym klimacie, zapraszam do Ministerstwa.