Nawiązując do dobrej tradycji, piszę ten tekst z pociągu, po raz ostatni w tym roku wracając z djskiej wycieczki. Ostatnie 4 dni upłynęły pod znakiem tour po miejscach, w których nie bywam zbyt często. W czwartek odwiedziłem Kielce. Podróż pociągiem, opóźnionym zanim jeszcze wyruszył. Wyszedłem z domu o 13, dotarłem do klubu o 23 i od razu zacząłem grać. Niestety frekwencja nie dopisała, czwartek prawdopodobnie nie jest zbyt dobrym dniem w Kielcach na takie imprezy.
Dzień później Radom. Naczytałem i nasłuchałem się dziwnych opowieści o tym mieście. Badania mówią, że tylko 1 procent mieszkańców Radomia zadowolonych jest ze swojego życia, co stanowi najniższy odsetek w Polsce. Na imprezach latają noże, bywa niebezpiecznie i jeśli chcecie nagrywać polski grime to Radom wydawałby się odpowiednim miejscem. Na szczęście nic z tych rzeczy nie spotkało mnie w piątek, ludzie bawili się nieźle, a na mnie największe wrażenie zrobił set Splattera, który udowodnił, że w Radomiu tańczą do juke. Przed podróżą do Rzeszowa nocleg w schronisku młodzieżowym, gdzie razem z kluczami do pokoju otrzymaliśmy pościel i wskazówkę, by tę pościel odnieść zdając pokój na recepcję. Nie znalazł się odważny, by wejść pod prysznic we wspólnej, jednej na piętro łazience. Mimo wszystko, był fun. Radom to specyficzne miasto. Nie spotkałem się wcześniej z domem pogrzebowym o wyglądzie kwiaciarni. Tuż przed pociągiem wpadliśmy do najrozsądniej zapowiadającego się baru w okolicy o nazwie "Winner Club". W lokalu znajdowało się kilkanaście osób i chyba tylko ja, Herodsky i 10 letnie dziecko nie byliśmy pod wpływem alkoholu. A była to godzina 14. Bar polsko-amerykański o usposobieniu piłkarskim, gdzie za pomidorową i hot-doga zapłaciliśmy w sumie 7zł. Za drugie tyle moglibyśmy chyba kupić ten bar. Zaledwie 4,5h jazdy autobusem PKS i wylądowaliśmy w Rzeszowie.
Każda kolejna impreza podczas naszego tour miała być lepsza i tak też się stało. Mienta to bardzo spoko klub, z mnóstwem otwartych ludzi. Strasznie jarałem się setem głównych gwiazd tej nocy Rene Le Rude & Mr. Basista z UK. Ghetto-bmore-bassline-808-rave. Wielkie propsy należą się Herodskiemu za zorganizowanie Trash Party w trzech miastach, Art de Rue oraz występującym z nami djom - Tomana, Splatter, Majki, O.B.F.N., Party Animal, Eargasm, wszyscy dali rade reprezentując zupełnie różne style. Jedyny minus grania w Rzeszowie to odległość od Poznania. Bezpośredni pociąg jedzie 10, 11, a czasem i nawet 12 godzin. Dziś skorzystałem z ekspresowego busa do Warszawy z najbardziej skupionym kierowcą ever - był miły, wyprzedzał kilka samochodów udzielając jednocześnie rad przez CB radio, zwracał się do mnie "panie Jakubie" i sypał anegdotami.
W środę wyjeżdżam z moją ukochaną na miesięczne wakacje. Nie zdążyłem napisać podsumowania roku dla Diggin.pl nad czym bardzo ubolewam, a najbliższy post na Poranku o 13 przeczytacie dopiero na początku stycznia. Zobaczymy, o której budzą się "down under".






